Przełącznik procesorów
dla programatora PICKIT3
(rozgałęźnik)


Rozdwojenie jaźni...

Beletrystyki nie ma co tu uprawiać, przejdę do sedna - opisywany poniżej gadżet służy do przełączania procesorów (targetów) podłączonych do programatora PICKIT3 bez potrzeby rozpinania okablowania programatora. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, że tworzymy oprogramowanie na kostki, które ze sobą współpracują, czasem wsad jest identyczny, czasem komplementarny - tak czy inaczej zachodzi potrzeba załadowania obrazu do jednego i drugiego układu. Manipulowanie wtyczką programatora nie jest zbyt wygodne, szczególnie gdy pracujemy z płytką stykową - łatwo coś sobie poruszyć i potem klops i szukanie rozpiętego kabelka. Znacznie lepiej mieć instalację zmontowaną "na stałe", a programator przepinać logicznie np. przyciskami. No i tę funkcję realizuje układ jak na schemacie poniżej.


Cała logika przydasia realizowana jest przez przerzutnik bistabilny zbudowany z dwóch bramek NAND klasycznego układu 7400 (U1). Inicjalny stan przerzutnika po włączeniu zasilania zapewnia reset niewielkim kondensatorem C1, za zmianę stanów przerzutnika odpowiadają przyciski SW1 oraz SW2. Aktualne ustawienie przerzutnika meldowane jest na dwóch diodach świecacych - czerwonej i niebieskiej (stan domyślny), wpływa też ono na stan przekaźnika PK1 (przełączanie sygnałów VPP/MCLR oraz VSS(target)) oraz analogowego multipleksera MAC24A (układ U2), komutującego sygnały zegarowy i danych programatora. Przekaźnik został użyty, ponieważ w typowych przypadkach na linii VPP/MCLR może pojawić się napięcie programujące w kwocie kilkunatu volt, linia ta pełni też rolę resetu (zwarciem do masy). Wykorzystanie klucza analogowego w tym miejscu wydało mi się zbyt ryzykowne (dla klucza). Podobnie jest z linią VSS, programator może tylko badać stan zasilania układu docelowego, jest też opcja, że będzie go zasilał. Więc i tu klucz analogowy (nawet mocniejszy) mógłby słabo się sprawić. I stąd mały niskonapięciowy przekaźniczek. Linie ładowania szeregowego można spokojnie przepuścić przez klucze analogowe, stąd właśnie kostka MAC24 (można wykorzystać CD4052, ale to wymaga przerobienia płytki). Zasilanie układu jest nieco pokrętne, a mianowicie polega na skubnięciu +5V z układu docelowego, jednego lub drugiego - stąd diody D1,D2 niejako izolujące od siebie oba obszary zasilania. Tu należy mieć na uwadze fakt, że TTL 7400 jak i przekaźniczek pobierają razem kilkadziesiąt miliamper, co przełoży się na spadek napięcia na diodach, finalnie logika przełącznika będzie zasilana napięciem nieco powyżej 4V (u mnie mierzone 4.2..4.1 zależnie od aktywności przekaźnika). Stąd warto jako D1,D2 dać diody impulsowe, zawsze zarobimy odrobinę spadku napięcia względem zwykłych, topornych diod prostowniczych.

Garstka pamiątkowych zdjęć z testów prototypu na płytce stykowej, przełączanie sprawdzałam na dwóch PIC - 16F876 oraz naprędce skleconym układzie z 16F877A, zabawka pracowała bez większych zastrzeżeń.





Testy przełącznika (a w zasadzie jego druciaka-prototypu) z wykorzystaniem okienkowej aplikacji MPLAB IPE:



Kolejne próby z linii poleceń, w akcji ipecmd wołany przez make:



Skoro prototyp sprawdził się na płytce stykowej - czas na materializację przydasia w docelowej formie, poniżej pdf z mozajką ścieżek oraz rozkład elementów i krosowanie druckikami, gdyby ktoś się skusił na odtworzenie tego gadżetu:



pk3sw-B.Cu.pdf - strona miedzi, do termotransferu

Samo wykonanie klasycznie: płytka metodą żelazkową, trawienie, wiercenie no i oczywiście...





Jakbym nie kombinowała, to zawsze gdzieś jakaś niedoróbka się zapodzieje, czasami to zwykła pomyłka przy trasowaniu ścieżek, a czasem to nieprzemyślenie do końca wszystkich aspektów (montażu czy lokalizacji elementów), a potem jest łatanie rzeczywistości i niecenzuralne pomruki, o proszę:





I tak: pudełeczko PICKIT3 ma w zamyśle leżeć na stole na płask, obok opisywanej przystawki. Zatem złącze w kierunki PK3 ma być kątowe, aby wiązka nie telepała programatorem. No i super, tylko że pod igłami złącza nieszczęśliwie wypadła mi śrubka od jednej z metalowych nóżek, na których opiera się płytka. Typowa srubka M3 ma łebek nieco ponad 1 mm wysokości, utrudniałby manipulowanie przy złączu. Szczęściem sytuację udało się opanować - grubaśnym, byczym wiertłem do metalu zrobiłam fazkę (takie w stożek wyprofilowane podcięcie otworu) i w to miejsce poszła śrubka z łebkiem stożkowym. No i gra, tym, razem się udało...

Gotowy owoc pracowitego weekendu widzimy poniżej:





Na zakończenie sprawdzenie jak działa cpyczek-przełącznik, jest ok i przydaś staje się integralną cześcią mojej nabiurkowej instalacji do PIC-owania.




#slowanawiatr, kwiecień 2020


Natasza Biecek 2004-2020/~, e-mail